Jesień na warszawskim rynku nieruchomości

Epidemia wciąż mocno oddziałuje zarówno na rynek nieruchomości, jak i całej gospodarki. Jej skutki są bardzo odczuwalne na rynku najmu mieszkań, ale ucierpiała również sprzedaż.

Popyt na wynajem spadł o prawie połowę w stosunku do analogicznego okresu, w poprzednim roku. Jest to efekt spadku liczby napływu expatów do Warszawy, spadku popytu na najem krótkoterminowy. Jednak, nie tylko pokoje w hostelach świecą pustkami, właściciele mieszkań liczyli na powrót studentów, w nowym roku akademickim, ale w związku z tym, że kolejne uczelnie ogłaszają decyzję o zdalnym nauczaniu lub wznawianiu zajęć stacjonarnych tylko w nielicznych przypadkach – prawdopodobnie zatem większość studentów zostanie w swoich, rodzinnych domach.

Właściciele mieszkań prześcigają się w obniżkach cen, ofert na rynku jest coraz więcej, coraz więcej klientów decyduje się na współpracę z agencją nieruchomości oddając swoją ofertę na wyłączność. Zdecydowanie poprawiła się jakość ofert: zawierają one coraz lepsze zdjęcia, bardzo wzrosła popularność wszelkich, dostępnych form promocji na portalach ogłoszeniowych.

Photo by Zane Lee on Unsplash

Jeśli mowa o sprzedaży, tu widoczny jest spadek ilości transakcji. Zachowawczość klientów, którzy bardzo ostrożnie podchodzą do wszelkiego rodzaju inwestycji, dotkliwe ograniczenia w dostępności kredytów hipotecznych skutkuje spadkiem liczby transakcji sprzedaży o ¼ w stosunku do roku poprzedniego. Dodatkowo, klienci wciąż obawiają się kolejnego „lockdownu” i ryzyka utraty miejsca pracy.

Zjawiskiem, który można nazwać skutkiem epidemii jest wyjątkowy spadek podaży mieszkań. Właściciele, na początku pandemii bardzo liczyli na wzrost cen nieruchomości, a kupujący na ich spadek. Przewidywaliśmy spadek cen o maksymalnie kilka procent i tak też się stało – ceny spadły, ale jedynie o  około 0,5 %

W czołówce sprzedaży są grunty, a to jest jednoznaczne ze wzrostem cen. Popyt na działki wzrósł o ponad 60 %. Własny dom z działką od zawsze był marzeniem wielu klientów – teraz to marzenie stało się jeszcze bardziej odległe właśnie z uwagi na ceny.  

Co nas czeka?

Do końca roku prawdopodobnie niewiele się zmieni. Musimy bowiem pamiętać o tym, że skutki zarówno „lockdownu” jak  całej pandemii zaczniemy odczuwać dopiero w 2021 roku. Budżety firm na nowy rok mogą być mocno ograniczone, co może realnie wpłynąć na liczbę zatrudnienia, inwestycji, wydatków na reklamę, promocję etc. W dalszej perspektywie, w czarnym scenariuszu może wzrosnąć podaż na rynku sprzedaży mieszkań. Wielu właścicieli może zacząć mieć problemy ze spłatą kredytu, co często skutkuje decyzją o sprzedaży. Równolegle, może to wpłynąć na spadek cen, ale te również nie będą spektakularne. Kluczowymi mogą okazać się decyzje banków odnośnie przyznawania kredytów. Póki co, dobre oferty szybko się wyprzedają, głównie za gotówkę.

Aneta Gromska
Dyrektor ds. Rozwoju i Inwestycji
Bracia Strzelczyk