Blog

„Na co komu agencja nieruchomości?”

„Po co agencja? Przecież dzisiaj w Internecie można sprzedać wszystko.” – to najczęstsze komentarze i stwierdzenia dotyczące współpracy z agencją. Pomimo tego, że sieć internetowa działa bardzo prężnie i można w niej sprzedaż w zasadzie wszystko – nadal istnieje wiele agencji posiadających wiele, wyłącznych ofert. Pracy wystarcza dla wszystkich i pojawiają się nowi klienci.

Swoją „przygodę” z rynkiem nieruchomości rozpoczęłam w 2007 roku. Pomagałam wówczas ludziom „prostować” stan prawny ich mieszkań, domów, gruntów. Zobaczyłam wówczas jak wielu ludzi ma problem choćby ze stwierdzeniem formy własności. Dodatkowo wszelkie czynności formalno-prawne okazywały się być dla nich często „nie do przejścia”. I, bynajmniej nie wynikało to z ich niewiedzy, ale z ogólnego zniechęcenia. Poza tym każde z nich miało swoją pracę, obowiązki i takie nauczanie się w „biegu” było dla nich dużym wyzwaniem. Moim zadaniem było wówczas uporządkowanie dokumentacji, „śledztwa” urzędowe i pomoc w uzupełnianiu dziesiątek wniosków, sprawdzanie czy zostały wydane bez błędów urzędniczych (wszędzie bowiem pracują ludzie, a przecież nawet maszyny się czasem mylą). Potem pomagałam przy sprzedaży, a to była już prosta droga do rozpoczęcia pracy w nieruchomościach.

Photo by Micaela Parente on Unsplash

Kilka dni temu mój przyjaciel zrobił sobie zdjęcie, okazało się, że zanim je jeszcze zrobił aparat już zdążył nałożyć filtr, potem można było nałożyć kolejny i kolejny, ulepszyć, naprawić…  – a to wszystko w zaledwie dwie minuty. Każdy, profesjonalny fotograf dobrze wie, ile trzeba się napracować i jak dobre trzeba mieć „oko”, aby zrobić zdjęcie, które nie wymaga retuszu. W dzisiejszych czasach, gdzie wiele osób na portalach społecznościowych ma po nazwisku dodatek „photography” – ten zawód, jak wiele innych w jakiś tajemniczy sposób rozchodzi się „po kościach”. W czasach, w których nie chcemy czekać, w których liczy się pośpiech i optymalizacja czasu pracy – wszystko możemy zrobić sami, w jednej chwili. Świat staje się „Instant” i choć jest wielu „wolnych strzelców” to, aby zdobyć zlecenie trzeba się mocno natrudzić. Doprecyzowując: żeby móc wykonać swoją pracę trzeba się przedostać przez tłumy amatorów i konkurencję. Wielu z nas musi się mocno postarać, aby zdobyć zlecenie. Niby normalna zasada, ale czasy się bardzo zmieniły, bo dziś mało kto szanuje cudzą pracę. Znak czasów?

Kto to zrobi? Ja, sama.

Już jakiś czas temu stało się jasne, że większość rzeczy możemy sobie zrobić sami: panie mogą sobie samodzielnie zrobić paznokcie zamawiając chińskie lampy, na YouTube jest masa tutoriali, w jaki sposób zrobić konkretną fryzurę, uzyskać odpowiedni kolor – tym samym wizyta w salonie fryzjerskim przestaje być niezbędna. Potrafimy sami wymienić żarówkę w reflektorze auta nawet, gdy wymaga to rozebrania połowy samochodu ;). Większość czynności możemy zrobić sami, oszczędzając przy tym pieniądze. To pomocne, ale również na dłuższy dystans?

Cała gospodarka to naczynie połączone: fryzjer kupuje bułki u piekarza, piekarz szewcowi buty do naprawy, szewc zaciągnie kredyt na dobrych warunkach dzięki temu, że skorzysta z usług doradcy kredytowego. Doradca kredytowy, po całym dniu pracy zawita u fryzjera. Jeśli fryzjer zacznie sam piec bułki, piekarz naprawi sobie buty, a szewc nocami będzie wysyłał zapytania do wszystkich banków odnośnie oferty kredytowej – doradcy nie będzie stać na to, aby pójść do fryzjera. Z czasem, z braku klientów fryzjer będzie kupował coraz mniej bułek.

Photo by Frederik Schweiger on Unsplash

Są „pewni” ludzie od pewnych rzeczy.

Tak głosi polskie powiedzenie i choć radośnie chwalimy się nowymi umiejętnościami i wiedzą zaczerpniętą z Internetu – z czasem może okazać się, że branża, w której pracujemy sami może również zacząć zanikać.

Po co zatem fryzjer, skoro możemy zrobić praktycznie wszystko sami, w domowym zaciszu, przy ewentualnej pomocy sąsiadki?

Fryzjer uczy się kilka lat tego, jakie są typy włosów, uczy się składów poszczególnych farb i rozjaśniaczy po to, aby mieć pewność, że fryzura lub kolor wyjdzie taki, jaki chcieliśmy, a rozjaśniacz nie spali nam włosów. Fryzjer wie, jaka fryzura będzie się „nosić” na poszczególnym typie włosa i zna sposoby, aby „reanimować” włosy i skórę głowy po nieudanym zabiegu.

Każdy z zawodów wymaga przyuczenia oraz (albo przede wszystkim) doświadczenia – im większe, tym lepiej. Dobry mechanik samochodowy przestrzeże nas czym się może skończyć montaż chińskich zamienników tarcz hamulcowych zamiast oryginalnych. Dobry fotograf zrobi nam zdjęcie, które odda prawdziwą rzeczywistość i „złapie chwilę”, która dla nas wiele znaczy – bez „upiększaczy”, filtrów i tworzenia fikcyjnej rzeczywistości w obawie przed pokazaniem świata nieidealnego.

A po co komu agencja nieruchomości? Nie, nie po to, aby zrobić zdjęcia naszej nieruchomości, wrzucić je do sieci i czekać na telefon. Doświadczona agencja, oczywiście, zrobi zdjęcia i wrzuci w ofertę takie, które spodobają się potencjalnym klientom (dobrze wie, co należy eksponować). Udzieli wszystkich, niezbędnych informacji telefonicznie i dobrze odzieli klientów faktycznie zainteresowanych od tych, którzy chcą jedynie „wycieczki” po nieruchomościach. Rozpozna zwykłego oszusta i cwaniaka, bo ma doświadczenie i wie, czym się mogą skończyć transakcje z takimi ludźmi. Zadba o to, abyśmy sprzedali za dobrą cenę i nie dali się ponieść wszelkim spekulacjom rynkowym. Dobra agencja pomoże zgromadzić wszystkie dokumenty, może być pełnomocnikiem zarówno przy uzyskiwaniu dokumentacji, jak również pełnomocnikiem rzekomym w sytuacji, gdy jesteśmy zajęci, jesteśmy na wakacjach, bądź na wyjeździe służbowym. Sprzedając lub kupując z doświadczoną agencją możemy zyskać pewność, że sprawdzi on stan prawny. Nie, nie wystarczy zerknąć w księgę wieczystą. „Przeczytanie” Księgi też jest umiejętnością, którą agent powinien posiadać.

Agencje robią w większości transakcji, które bez nich by się nie wydarzyły. Dlaczego? Bo nie poddają się emocjom, działają jako mediator i negocjator, pomagają skoordynować kwestię kredytów, najmu, remontów i relokacji – jednocześnie. Agent powinien mieć możliwość przeczytania aktu przed jego podpisaniem i zasugerować nam pewne, bezpieczne rozwiązania – które nie zawsze zostaną zasugerowane przez Rejenta. Notariusze mają obowiązek poinformować o całej swojej wiedzy prawnej i wiedzy na temat nieruchomości, która jest przedmiotem aktu, powiedzieć o ewentualnych konsekwencjach, ale nie ma w obowiązku upewnić się i sprawdzić, czy na pewno zrozumieliśmy, jakie mogą być tego skutki. Mógłby zostać stworzony obszerny artykuł na temat tego, na jakie problemy i koszty można się narazić działając samemu. Mogą się one niektórym wydawać oczywiste, ale wielu ludzi nie ma o tym zielonego pojęcia. Dlaczego? Bo to nie ich branża. Nie śledzą zmian w przepisach, nie wiedzą, jakie sytuacje mogą wyniknąć (a których dodatkowo prawo w jasny sposób nie przewiduje).

Photo by Alev Takil on Unsplash

Czy zatem można sprzedać bez agencji? Oczywiście, że można. Tak samo, jak można samemu ufarbować włosy, wymienić wahacz w aucie i zrobić chleb w zakupionym do tego piecu.

Cała synergia w gospodarce opiera się na swobodnym przepływie handlu i usług. Przykładowy piekarz, po skończonej pracy powinien udać się na odpoczynek, spędzić czas z rodziną, zadbać o zdrowie, zregenerować się w ogródku, albo pobawić się z psem.

Czasem słyszę pytania: dlaczego agencja nie ponosi odpowiedzialności? Otóż ponosi. Agencja nieruchomości ma obowiązek wykupienia ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej. W ustawie o gospodarce nieruchomościami mowa jest o stosowaniu przepisów prawa, stosowaniu standardów zawodowych, kierowaniu się zasadami etyki zawodowej, wykonywaniu wszystkich czynności za szczególną starannością, kierowaniu się zasadą ochrony interesów osób, na rzecz których wykonywane są czynności, stałym kształceniu się i podnoszeniu swoich kwalifikacji. Możemy więc się z agencją procesować.

Często pada również pytanie: dlaczego agencja nie podpisuje się na umowach najmu, pod aktem notarialnym etc. Odpowiedź jest prosta –  agencja nie jest stroną i tak stanowi prawo, a agencja musi działać zgodnie z nim. Nie posiada takich narzędzi, aby zgodnie z prawem weryfikować „wypłacalności” klienta, inwigilować go w jakikolwiek sposób. Dlatego agencje chętnie współpracują w tym zakresie, a doświadczenie dodatkowo robi swoje. Agent nie podpisuje się pod umową, tak samo jak prawnik nie podpisze się pod pozwem – jeśli nie jest do tego upełnomocniony.

Jeśli robienie zdjęć ograniczy się jedynie do przefiltrowania byle jakiego zdjęcia na nieskazitelne (ale nieprawdziwe) przestaniemy wywoływać fotografie (wielu z nas już to robi) powstanie błędne koło braku zleceń – dla wszystkich. A przecież zdjęcia to nasze wspomnienia – momenty, do których chcemy jeszcze wracać (po to robimy fotografie). Sprzedaż mieszkania, domu to nie to samo, co sprzedaż odkurzacza – sprzedajemy często wieloletnie wspomnienia, lata przeżyć i sentymenty. Dla wielu klientów to trudne, że dom, w którym czuli się bezpiecznie nagle staje się miejscem spacerów dla przypadkowych klientów, którzy zadzwonili do nas z portalu ogłoszeniowego. Ludzie, których imienia często nie znamy oglądają nasze rodzinne fotografie, zaglądają do pralki czy lodówki.  Nie odmawiamy im oglądania, bo „może akurat kupią” – wpuszczamy zatem wszystkich. Nie mamy doświadczenia, w jaki sposób rozmawiać z potencjalny klientem, żeby rozeznać się, czy faktycznie jest zainteresowany.

Pomimo, że sama posiadam doświadczenie w sprzedaży – sprzedaż swoich nieruchomości zlecam innym agencjom. Dlaczego? Bo z zasady lekarz nie powinien się sam leczyć. Choć mam podejście biznesowe – nie jestem w stanie wyeliminować emocji, bo choć są one naturalne – ciężko czasem nawet zauważyć po sobie, jak duży mają na nas wpływ. A poza tym to ktoś moknie czekając na klienta na prezentacji, a nie ja. To ktoś spóźnia się na spotkanie z przyjaciółmi żeby zaprezentować mieszkanie w dogodnym dla klienta terminie – nie ja. Zamiast odbierać telefony i odpowiadać na te same pytania – słucham muzyki, medytuję, albo zabieram dzieci na rowery. Fakt – muszę za to zapłacić, ale wiem za co płacę. Święty spokój, jak dla mnie jest bezcenny.  Poza tym mowa o transakcjach finansowych, a nie wolontariacie –  każdy za swoją pracę oczekuje zapłaty.

Oczywiście, jak w każdej branży trafi się super profesjonalista i zwykły konował. Możemy trafić do fryzjerki, która nam spali włosy, szewca, który sklei buty klejem biurowym 😉 i agenta, który myśli, ze wszystko się zrobi samo, a on ma tylko biznesowo wyglądać i czarować klientów. Czarne owce zdarzają się wszędzie – od zakładu fryzjerskiego poprzez warsztat samochodowy, służby mundurowe, a nawet pośród duchownych. Dlatego to my wybieramy zleceniobiorcę, a nie on nas. Również w Agencji możemy poprosić o zmianę agenta.

Jeśli zatem sprzedajecie Państwo sami – życzę udanych  i bezproblemowych transakcji, aby omijały Was wszelkie niedogodności i stresy. Jeśli natomiast chcecie się skupić na swojej pracy oraz na życiu prywatnym – znajdźcie swojego agenta, bo tak samo, jak dobrze mieć w rodzinie lekarza czy prawnika – tak samo dobrze jest mieć swojego agenta do zadań specjalnych 😉

Aneta Gromska
Dyrektor ds. Inwestycji i Rozwoju
Bracia Strzelczyk
Więcej